śrubki młotki pędzle szczotki
Link 05.07.2008 :: 00:16
Komentuj (0)niezadługo, bo rankiem zmykam do matika. to już końcówka maratonu warszawskiego, w tym sezonie. powrócę jesienią, gdy ptactwo odfrunie, odleci, do ciepłych krajów stąd... tak to wygląda, tako się poskładało. kanikuły w antystolyckim krakofie. tego mojej główce trzeba było właśnie - mówię jak post factum, a nawet jeszcze nie spakowałam się. jak to ja. jak zwykle
a dziś w łowiczu, po sąsiedzku. wycinanki obrzuciłam okiem, nawet obydwoma swemi, nóżką potupałam do bębnów i zawróciłam. siedzenie w tym pustym mieszkaniu jest dla mnie niedobre - energii ubywa równie szybko jak koli wstręciuchy z butli - mojego jedynego pożywienia ostatnio. dupsko rośnie, mózg się kurczy, tak to dłużej nie bedzie!
już mnie świerzbi co może na pajezdku. chociaż z drugiej strony - zawsze musi być i druga przecież - będzie dość dziwnie bez nich przez te 2/3 miesiące. długo to ili krótko? ja nie wiem...
na wypadek gdyby się okazać miało, że długo, wykorzystuję te ostatnie dzionki (bozez, to naprawdę brzmieć zaczyna jak autoepitafium) czy noce raczej, ile sił - w nogach, głowie, a przede wszystkim w przełyku. tylko bez takich, alles gut.
ślubuję grzeczność
śrubuję
jutro więc w śrubkach, jak je ochrzcił matiku, wyłącznie kaviczka. za to na pełnym lansie;P więc już nie zamulam dłużej, bo jeszcze nie daj boże z worami pod oczami będę biec. lub - co bardziej prawdopodobne - ja tę kawę prześpię. a zależy mi...
więc do łóżka w te pędy i
do śrubowania
wystąp!
coś z nietzchego
Link 05.07.2008 :: 00:48
Komentuj (0)tak se jeszcze raz patrze
i widze
i cieszy mnie to
że tu niczego nie ma!!
:)
to jest bardzo nawet dobrze
- zamiast pisać
o pomysłach
i domysłach
i wymysłach
po prostu żyję sobie
a to naprawdę jest łau
boogie down
Link 27.07.2008 :: 21:01
Komentuj (0)zjawiłam się na powrót w crw i oto zjawił się on
książe łili niebieskowłosy
chołubię go więc, jak potrafię najstaranniej
chucham dmucham i zadyszki od fajurów dostaję
tylko że to jajo moje złote na kupie szmelcu spoczywa
trzeba by było wreszcie trochę na tym moim podwórku posprzątać
pardon me... na polu
na polu trza ogarnąć
jutro poniedzielnik
dla lenia takiego jak ja najlepsza wymówka by za soba wziac sie za bary...
dopiero jutro!:)
to tak już chyba zawsze będzie
to już nigdy chyba nie będzie ładnie ładnie pięknie pięknie normalnie
ale z drugiej strony - czy umiałabym inaczej??
no time to think of consequences.........
Link 27.07.2008 :: 21:44
Komentuj (0)ox, tu chyba jeszcze parę słów gwoli wyjaśnienia paść powinno
bo ten łili niebieskopołyskujący to nie kryształ przecie. ja to czarno na białym zapisać chcę i regularnie sprawdzać będę czym się aby nie zapomniała.
łili ma małżonkę. żonkę ma łili
łili rili nie wie czego teraz chce od życia i w ogóle łot tu du nał
taki jest, tak sobie ma
na dodatek dorzuca iż nie powinien był w ogóle mnie spotkać
nie było mnie w planie, no coś podobnego...
no więc tak sobie buju buju my się. ja sie już tak dość nawet ewidentnie lecz nim rozpędzić się zdążyłam, wyhamował mnie. z bardzo dużą skutecznością. i raz całuj, raz nie całuj, raz za rękę, raz wręcz nie. wczoraj nie mógł, dziś by chciał, nawet bardzo i przyleciał po to tylko by obiadować i zakurzyć papirosa na plantach. i bądź tu mądrą
a ja nie kcem sobie krzywdy zrobić. ja i bez tego jestem emocjonalnie rozpierdolona, chwiejna jak łodyga, no i wydygana jestem w obliczu tego co nadciąga. a przecież nie umiem się bronić. nawet nie chcę. jest piękny. po całości, nie że visual, co to w końcu ma do rzeczy ostatecznie. raczej nie wiele jeśli przewertować moje portfolio wstecz, widać moje preferencje tudzież kompletny ich brak. no a on wykonał klasyczne venividivici nie bez mojego przyzwolenia a wręcz zachwytu.
olaboga i zaczyna sie siąpienie w poduszkę, bo oto kurwać ja naprawdę tym razem nie zasłużyłam sobie, jeśli trzymając się tej mojej logiki z kosmosu, wraca to co sie posiało
bedzie mass destruction, jak nic bedzie
cóż jednak poradzę na to - o konsekwencjach bede se dumać na kiblu siedząc, gdy już nic więcej zdziałać nie będę mogła
nanana